Tenisista z najwyższej półki…

 

 

 

Tenisista z najwyższej półki… trener Grzegorz Iwaniuk nie miał łatwego życia sportowego, dlatego najlepiej wie, jak ważne dla młodych zawodników są odpowiednie warunki treningowe i atmosfera w teamie. Dzieci mają się rozwijać, a my dorośli, nie możemy im w tym przeszkadzać…

Treść artykułu:

Tenisista z najwyższej półki

Grzegorz Iwaniuk Opoka Trzebinia

Wielokrotny medalista mistrzostw Polski. Reprezentant Polski. Zawodnik, który wygrywał już z tej klasy graczami co Błaszczyk, Kucharski czy Krzeszewski

„Nowiny Nyskie” – Twoje kontakty z naszym regionem są bardzo częste.
G. Iwaniuk – Zgadza się. Ostatnio systematycznie goszczę w Korfantowie.
– Skąd u Ciebie taka sympatia do Opolszczyzny i naszego regionu?
Po raz pierwszy kontakt z opolskim tenisem stołowym miałem startując jeszcze jako junior i reprezentant Polski w bardzo prestiżowych w tamtych czasach turniejach w Zawadzkiem. O tym, że tenis stołowy funkcjonuje w powiecie nyskim tak na dobre dowiedziałem się oglądając w Gliwicach mecz o mistrzostwo II ligi, kiedy to druga drużyna AZS rywalizowała z nieistniejącą już drużyną z Mańkowic.
– W chwili obecnej prowadzisz w Korfantowie obóz sportowy. Ilu zawodników macie na takim obozie?
– Trenuje w sumie 34 osoby. Większość to mieszkańcy powiatu nyskiego.
– Nie pozostaje nic innego jak zapytać, dlaczego tak zaangażowałeś się w pracę na rzecz rozwoju tenisa stołowego w Korfantowie?
– Powód jest prosty. Widzę sens tej pracy. W Korfantowie jest klimat dla tej dyscypliny sportu. Jest pięciu wspaniałych i oddanych dla tej dyscypliny ludzi (Przeździecki, Tobiasz, Sztangier, Wierzbanowski i burmistrz Korfantowa Zdzisław Martyna). To jest gwarantem, iż są szanse na duży rozwój tej dyscypliny w tym regionie.
– Chciałbym zaznaczyć, iż tenis stołowy to moja wielka pasja. Jestem zakochany w tej dyscyplinie sportu i może to jest kluczem do moich sukcesów w tej dyscyplinie sportu. Pochodzę z malutkiej miejscowości Przeradź. Ponieważ tam nie było Szkoły Podstawowej, zmuszony byłem dojeżdżać 5 kilometrów do podstawówki w Iwinie, gdzie nauczycielem wychowania fizycznego był Henryk Sokołowski. To on zaszczepił u mnie bakcyla sportowego. Uczył wszystkiego, w tym tenisa stołowego. To z nim właśnie pojechałem na pierwszy turniej wojewódzki i z marszu go wygrałem, pokonując zawodników trenujących w klubach. To był dla mnie sygnał, że powinienem postawić na tenis stołowy.
– Pierwszy Twój klub sportowy?
– Spójnia Świdwin. Do klubu tego trafiłem za sprawą Andrzeja Krawczyka, człowieka, który mnie ukształtował i któremu bardzo dużo zawdzięczam. To u niego w domu dwa razy w tygodniu trenowałem, zanim rozpocząłem regularne treningi w klubie. Miałem wtedy dwanaście lat i sam dojeżdżałem na treningi blisko 30 kilometrów pociągiem. Jechałem o 15.00, a wracałem o 22.00.
– Jak trafiłeś do AZS Politechniki Gliwice?
– To także ciekawa sprawa. Po roku treningów w Spójni Świdwin wywalczyłem mistrzostwo Polski młodzików. Zaczęto o mnie mówić jako o dużym talencie. W ogólnopolskich turniejach nie schodziłem z podium. Zaczęły się więc mną interesować najlepsze w tamtych czasach polskie kluby – AZS Gdańsk i AZS Politechnika Gliwice. Ponieważ mój tato zawsze marzył o wyjeździe na Śląsk, wybrałem zgodnie z jego wolą Gliwice.
– Jak zaaklimatyzowałeś się w klubie z Gliwic?
– Początki nie były łatwe, ponieważ kluby ze Świdwina i Gliwic nie za…

Liderem tego zespołu zostałem jednak nieco później, gdy na zachód wyjechali nasi dwaj najbardziej utytułowani zawodnicy – Molenda i Dryszel.
– Z AZS-em zdobyłeś wtedy dwa tytuły mistrzowskie.
– Dokładnie. Byliśmy wtedy zdecydowanie najmocniejszym klubem w Polsce. Gdy poszedłem do wojska drużyna się rozsypała i spadła z I ligi. Po moim powrocie udało mi się pomóc zespołowi wrócić do ekstra-klasy.
– Później jednak zmieniłeś klimat?
– Tak. Pięć lat spędziłem w Niemczech. Grałem tam w II bundeslidze, III lidze i ostatnie dwa sezony w IV lidze.
– Obecnie reprezentujesz klub Opoka Trzebinia. Czy jesteś zadowolony z gry w tym klubie?
– Oczywiście. Opoka to parafialny klub i jedyny klub pierwszoligowy w tym rejonie. Gdy przychodziłem tam grał on w drugiej lidze. Teraz Opoka przewodzi I lidze i ma duże szanse na to, żeby w następnym sezonie zagrać w ekstraklasie. Ja ze swojej strony zrobię wszystko, żeby tak się stało.
– Twój pamiętny sukces w kraju?
– Szczególnie pamiętne były dla mnie mistrzostwa Polski, które odbyły się w Świdwinie, a to z dwóch powodów. Po pierwsze zawody te odbywały się w hali, gdzie rozpoczynałem swoją karierę sportową, a po drugie ograłem tam dwukrotnie Błaszczyka. Miejscowi kibice zgotowali mi niesamowitą owację. Tego nigdy nie zapomnę.
– A jeśli chodzi o sukcesy zagraniczne?
– Byłem w pierwszej ósemce mistrzostw Europy kadetów. Przegrałem wtedy walkę o wejście do czwórki z późniejszym mistrzem Europy – Slobodanem Grujiciem. W decydującym secie przegrałem na przewagi 27:29.
– Serdecznie dziękujemy za wywiad.
– Ja również dziękuję i życzę wszystkim kibicom tenisa stołowego satysfakcji z wyników drużyn reprezentujących Wasz region