Z Trzebinią do I ligi

W załączeniu oryginalny artykuł z gazety, ale łatwiej go przeczytać w formie tekstu zamieszczonego niżej:

Grzegorz Iwaniuk: Z Trzebinią do I Ligi

Najważniejszy cel dla Grzegorza Iwaniuka w tym sezonie to awans z Opoką Trzebinia do I ligi. Po to przecież przyszedłem do tego klubu – mówi 33-letni tenisista stołowy, którego sportowa wizytówka wszystko wyjaśnia.

Karierę zaczynał w jednym z klubów na Pomorzu. Dwa tytuły mistrza Polski w kategorii młodzików, powołania do reprezentacji Polski, udział w ME kadetów, w których zajął miejsce w czołowej „ósemce”, sprawiły, że szybko wpadł w oko trenerom i działaczom kilku czołowych klubów, w tym wielokrotnego drużynowego mistrza kraju AZS Gliwice.

Śląski klub był w tamtym okresie prawdziwą potęgą. Wydawało się, że 14-letni wówczas tenisista nie mógł lepiej trafić. Po pewnym czasie dopiero zrozumiałem, że nie było to do końca takie szczęście. W AZS Gliwice były wówczas takie mocne nazwiska, że trudno było się przebić do gry w pierwszej drużynie. Miałem więc wprawdzie okazję trenować z najlepszymi w kraju, ale brakowało mi typowego ogrania meczowego. Lepiej byłoby chyba, aby trafił do trochę słabszego klubu, a po prostu mógł grać – mówi Grzegorz Iwaniuk, zastanawiając się na ile, ta sytuacja wpłynęła na dalszy rozwój kariery.

Przyznaje jednak, że właśnie z gliwickim AZS, gdzie w końcu dostał szansę, po wyjeździe za granicę takich graczy, jak Stefan Dryszel czy Piotr Molenda, miał okazję cieszyć się z dwóch tytułów drużynowego mistrza kraju.
O tym, że ma nietuzinkowe umiejętności świadczyły zwycięstwa w grach podwójnych z deblami, w których występował wicemistrz świata Leszek Kucharski. Na koncie ma także wygrane z innym świetnym zawodnikiem Lucjanem Błaszczykiem.

Zawodnikiem AZS Gliwice był od 1987 do 1992 roku. Potem na pięć lat wyjechał do Niemiec, gdzie grał od IV ligi do II bundesligi. Poziom w tej ostatniej był bardzo wysoki, trenowałem po 5-6 godzin. Niestety, okupiłem to groźną kontuzją, która skłoniła mnie do powrotu do Polski. Ponownie zostałem więc zawodnikiem AZS Gliwice. Początkowo występowałem w drugiej drużynie, grającej w II lidze, ale po jakimś czasie, gdy byłem w pełni sił, pomogłem jeszcze utrzymać się pierwszemu zespołowi w ekstraklasie w meczu z Pogonią Siedlce – przypomina zawodnik.

Potem był Górnik Miechowice, z którym awansował do I ligi. Chyba mam szczęśliwą rękę do awansów, bo w Niemczech dwukrotnie zespoły, w których grałem awansowały wyżej. Mam nadzieję, że tak będzie również w przypadku Opoki. Po prostu musimy wywalczyć dla Trzebini I ligę. Jest tutaj tak świetna atmosfera, którą stworzył trener Kazimierz Noworyta i proboszcz parafii ks. Stanisław Krzysik, że trzeba ją wykorzystać. To dla mnie osobiście jest także najważniejszy cel – zapewnia Grzegorz Iwaniuk.

Jak twierdzi, trzeba zrobić wszystko, aby forma na baraże, które zadecydują o awansie, była jak najwyższa.
Już w tej chwili dyspozycji lidera Opoki trudno cokolwiek zarzucić, czego dowiódł podczas mistrzostw Małopolski, zdobywając trzy tytuły mistrzowskie, w tym w grze pojedynczej, którego klub z Trzebini jeszcze nie posiadał.

Nie przypuszczałem, że będzie tak ciężko. Bardzo dramatyczny był pojedynek z Frankowskim, z którym znamy się doskonale. Pojedynek rozstrzygnąłem na swoją korzyść dopiero w 7 secie i to 12-10. Z innymi rywalami nie było łatwiej. Tym bardziej jednak ucieszyła mnie wygrana, bo do tej pory nie miałem indywidualnie żadnego tytułu, chociaż kiedyś w mistrzostwach Śląska byłem blisko. Trzykrotnie byłem 3 indywidualnie i tyle samo razy zdobywałem tytuły wicemistrzowskie w deblu i mikście – mówi tenisista, którego w najbliższym czasie czekają mistrzostwa Polski.

Kazimierz Noworyta:
Profesjonalista
Grzegorz Iwaniuk to dla nas podwójne wzmocnienie. Jest silnym punktem zespołu, który wygrywa wszystko, a poza tym zawsze chętnie służy pomocą partnerom. Sam potrafi zadbać o swoją formę. Jednym słowem profesjonalista.